środa, 10 kwietnia 2019

Recenzja: Krew świętego - Sebastien de Castell

Tristia, niegdyś potężne i stanowiące jedno królestwo, jest cieniem dawnej potęgi. Rozbite na tereny rządzone przez książąt powoli i nieubłaganie chyli się ku upadkowi. Teraz panuje tu korupcja, nieprawość i cierpienie. Wielki Płaszcze, trybuni stojący na straży porządku i sprawiedliwości stali się banitami. Czasy, gdy bronili niewinnych, przeminęły. Napiętnowani jako zdrajcy i okryci hańbą rozproszyli się po całym świecie. Król Paelis powierzył im jednak przed śmiercią misję, która, choć została wykonana, daleko jej do zakończenia.

Klejnot okazał się prawowitą następczynią tronu. Jednak jej pojawienie nie spodobało się książętom, którzy zrobią wszystko, by nie stracić władzy oraz niezależności. Nie brakuje tych, którzy pragną jej śmierci, a na horyzoncie czyhają nowe niebezpieczeństwa, kolejni wrogowie i problemy. Giną świeci, co dotąd wydawało się niemożliwe, a jedyna poszlaka to żelazna maska. Co więcej, ktoś rozpuszcza plotki, że sami bogowie przeciwni są koronacji. Falcio stanie przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Musi nie tylko ochronić Aline, ale i rozwiązać zagadkę zabójstw. Tylko że odszukanie sprawcy to dopiero połowa sukcesu. Trzeba go jeszcze pokonać, a to na pewno nie będzie takie proste.

Sebastien de Castell nie należy do osób, które skupiają się tylko na jednym zajęciu. Prawdziwy człowiek renesansu, obdarzony licznymi zdolnościami. Nauczyciel, archeolog, muzyk, mediator czy aktor. Teraz również świetny pisarz. Powieściowy debiut Kanadyjczyka pozytywnie zaskoczył i mogło się wydawać, że padnie on ofiarą własnego sukcesu. Kontynuacja okazała się jednak nawet lepsza, a tom trzeci podnosi poprzeczkę wyżej. Cykl o Wielkich Płaszczach zawiera elementy sprawdzone i utarte schematy, ale wykorzystane w odpowiedni sposób. Oryginalni bohaterowie, których łatwo polubić i specyficzne poczucie humoru. Pojedynki na miecze i słowa oraz nietypowy świat z zaznaczoną obecnością magii. Przewrotne zwroty akcji, przełomowe sceny i zawiązana intryga, która wciąga. Aura tajemnicy i grozy oraz mroczna atmosfera. Nie można narzekać na nudę.

Autor z wprawą porusza się po swojej historii, dobrze manewrując pomiędzy poszczególnymi zdarzeniami. Wszystko ma dokładnie zaplanowane i nie pozostawia niczego przypadkowi. Od pierwszej strony akcja jest wartka, poprzeplatana kilkoma ciekawymi zwrotami i zaskakującymi momentami, które wzruszą, rozśmieszą i zaszokują. Mamy świetnie stopniowane napięcie oraz klimat, dopasowane do poszczególnych scen. De Castell ponownie nikogo nie oszczędza. Szczególnie upodobał sobie Falcia, przed którym piętrzą się kolejne wyzwania, przeciwności i niebezpieczeństwa. Nie bawi się w konwenanse, nie koloryzuje, pokazuje, że Tristia to mroczny świat, gdzie nikomu nie można ufać i na każdym kroku trzeba być gotowym na cios.

Całość przedstawiona została plastycznym językiem i przystępnym stylem, jakim posługuje się autor. Uniwersum stworzone na potrzeby cyklu z każdym kolejnym tomem się powiększa. Mamy do czynienia z kolejnymi postaciami, lokacjami i faktami z przeszłości. Dotyczą one nie tylko historii, ale i wierzeń, kultury i innych ważnym elementów. Dużo uwagi poświęca autor pojedynkom, zarówno na miecze, jak i inne rodzaje broni. Sceny te są dopracowane, obrazowe i bardzo sugestywne. Podobnie zresztą jak liczne opisy pojawiające się w trakcie lektury. Powieść oczywiście nie ustrzegła się wad czy innych niedociągnięć, ale nie są one aż tak widoczne.

Trzeci tom tetralogii Sebastiena de Castella nie zawodzi, autor podnosi poprzeczkę i oddaje w ręce czytelników jeszcze lepszą powieść niż poprzednie. Krew świętego czyta się szybko, nawet pomimo sporej objętości. Mało tego, dostarcza mnóstwo emocji i odpowiedniej dawki rozrywki. Mam nadzieję, że kolejna część to tylko kwestia czasu.

Recenzje poprzednich tomów:
Ostrze zdrajcy
Cień rycerza

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza