niedziela, 22 kwietnia 2018

Recenzja: Cień rycerza - Sebastien de Castell

Tristia, niegdyś zjednoczona przez króla Paelisa, chyli się ku upadkowi. Rozbita na księstewka, przeżarte korupcją i intrygami. Wojna domowa pomiędzy książętami jest nieuchronna. Wielkie Płaszcze, trybuni dotąd stojący na straży sprawiedliwości, stali się banitami. Czasy ich świetności i walki w obronie niewinnych przeminęły. Oni sami napiętnowani jako zdrajcy i okryci hańbą. Nim jednak Paelis skonał, polecił każdemu z nich ostatnią misję, od której zależeć będzie przyszłość całego królestwa.

Falcio val Mond, Kest i Brasti po wielu trudach wykonali ostatnią wolę króla, odnaleźli jeden z klejnotów. Nie tego się spodziewali, czaroit okazał się nie czymś, tylko kimś. Wielkie Płaszcze muszą teraz ochronić dziewczynę, prawowitą następczynię tronu przed tymi, którzy pragną jej śmierci. Tych bynajmniej nie brakuje. Legendarni asasyni i książęta, którzy nie cofną się przed niczym, by ochronić swoją niezależność i włości. Gdyby tego było mało Falcio powoli umiera, zżerany przez truciznę. Nie pomaga nawet Krawcowa, która prowadzi własną grę. Na horyzoncie zbierają się burzowe chmury. Pierwszy kantor i jego towarzysze staną przed trudnym wyzwaniem.

Sebastien de Castell, prawdziwym człowiek renesansu, o wielu talentach i umiejętnościach nabytych w różnych zawodach. Nauczyciel, aktor, mediator, muzyk czy archeolog. „Ostrze zdrajcy”, powieściowy debiut Kanadyjczyka wywołał spore poruszenie wśród czytelników i pozytywnie zaskoczył. Powieść nawiązywała do tego, co najlepsze w dumasowskich muszkieterach i innych podobnych książek z gatunku płaszcza i szpady. Mało tego, była intrygująca, dynamiczna i przesycona czarnym humorem, a co ważne z łatwością wciągająca. Nie inaczej jest z drugim tomem, który niedawno zawitał na księgarskie półki. „Cień rycerza” to udana kontynuacja, równie dobra, a nawet nieco lepsza, o dużo mroczniejszym wydźwięku.

Kontynuacje mają to do siebie, że często zawodzą. W przypadku de Castella jest wręcz odwrotnie, dzięki czemu lektura drugiego tomu to świetna rozrywka. Czytając „Cień rycerza” ma się wrażenie, że poprzednia książka miała przygotować na bieżące wydarzenia. Ustawić scenę, przygotować aktorów i rozpocząć prolog całej sztuki. Autor ma dokładnie zaplanowaną całą historię, od początku do końca, nic nie pozostawiając przypadkowi. Umiejętnie porusza się pomiędzy poszczególnymi elementami stawiając na to, co sprawdzone. Bohaterowie, z którymi łatwo nawiązać nić sympatii, opisy scen walki i wszelkich potyczek oraz rozbudowa świata o kolejne lokacje, nowe informacje i ciekawostki. Wszystko razem połączone w jedną całość, spójną i przemyślaną.

„Cień rycerza” korzysta z kilku utartych motywów, na tyle dobrze użytych na potrzeby fabularne całej opowieści, że w ogóle to nie przeszkadza. Od samego początku nie możemy narzekać na brak akcji, wartkiej i poprzeplatanej scenami, które rozśmieszą, wzruszą i zasmucą. Mamy należycie budowane napięcie, atmosferę i klimat dostosowane do danej sceny. De Castell nie oszczędza swoich bohaterów, szczególnie Falcia, stawiając przed nimi kolejne wyzwania, trudne wybory i problemy. Nie koloryzuje, pokazuje brutalny i mroczny świat. Jednocześnie mimo tylu przykrości i ciężkich prób bohaterowie nie poddają się i potrafią korzystać z przeszłych doświadczeń. Znajdzie się również miejsce na specyficzne poczucie humoru, okraszone ironią oraz kilka zabawnych sytuacji. W lekturze pomaga plastyczny język i styl, jakim posługuje się autor.

Drugi tom cyklu „Wielkie Płaszcze” to udana kontynuacja. De Castell kreśli intrygującą i emocjonująca opowieść, z ciekawie zawiązaną fabułą. „Cień rycerza”, pomimo obojętości czyta się szybko i co ważne dostarcza mnóstwa rozrywki. Mam nadzieję, że kolejny tom – „Krew świętego” – już niedługo.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza